• wolności słowa
  • Narzędzie do walki z cenzurą w sieci – ustawa o wolności słowa

Osoba anonimowa, która obraża innych i łamie prawo w sieci, nie będzie już całkowicie bezkarna, pokrzywdzony będzie mógł złożyć tzw. ślepy pozew. Cenzurę treści zbada z kolei Rada Wolności Słowa. Możliwa będzie też reklamacja od decyzji serwisów społecznościowych o blokowaniu treści. To założenia opracowanego w resorcie sprawiedliwości projektu dotyczącego ochrony wolności słowa w Internecie, o którym mówi europoseł i były wiceminister sprawiedliwości, Patryk Jaki.

Dlaczego ustawa o „wolności słowa w sieci” jest akurat teraz potrzebna?

Dlatego, że widać odradzanie się tendencji neomarksistowskich. Jak pamiętamy, polegają one na tym, że metodami totalitarnymi ograniczano swobodę wypowiedzi temu, „kto się z nami nie zgadzał”. Na Zachodzie często stosuje się penalizację czegoś, co nazwano „mową nienawiści”. Jednak pod ten termin, chociażby w Niemczech podciągnięto cytaty z Biblii, które pastor przekazywał na jednym ze spotkań. Taki sam przypadek był także w Wielkiej Brytanii. Również Biblia okazała się „mową nienawiści”. Są to już pewne tendencje, stąd potrzeba odpowiednich przepisów rzeczywiście chroniących wolność słowa, także w sieci.

Jak w obecnym świecie wirtualnym, którego dotyczy ustawa, wygląda możliwość wyrażania własnych poglądów i opinii?

Cenzurowanie treści stało się niemal popularne na facebooku i twitterze. Ta ustawa jest więc po to, by bronić czegoś fundamentalnego dla państwa, cywilizacji zachodniej i Polski, tzn. wolności, wolności debaty czy wymiany myśli; bo jeśli mielibyśmy wrócić do sytuacji, jaka była w PRL-u, gdy myśleć można było wszystko, pod warunkiem, że były to myśli komunistyczne, to osłabimy państwo. Z takimi tendencjami trzeba stanowczo walczyć.

Jakie są więc główne założenia przepisów, które przygotowała Solidarna Polska, a – z uznaniem – już opisują zagraniczne media, m.in. hiszpańskie dzienniki?

Przede wszystkim ta ustawa mówi o tym, że nie można będzie wyłączyć czyjejś strony, profilu społecznościowego ze względu na subiektywną ocenę czy kwestie polityczne. A jeżeli jakaś firma się zdecyduje na taki krok, ograniczanie wolności słowa, to będzie musiała płacić nawet milionowe kary. Jej działania oceni specjalna rada wybierana zdecydowaną większością, dużo większą niż posiada PiS. To znaczy, że będzie musiała być wybrana w pewnego rodzaju konsensusie. Oprócz tego ustawa reguluje sprawy, które dotychczas nie były załatwiane. Chodzi o tzw. pozew ślepy. Dziś w sieci często jesteśmy pomawiani anonimowo. Taki proceder nie dotyczy tylko polityków, ale często dotyka to firmy. Na przykład jakiś Y czy X, używając nieprawdziwych informacji, chce zrujnować czyjś wizerunek albo zniszczyć firmę. Gdy robi to anonimowo, to nie wiadomo kogo pozwać. Tzw. pozew ślepy to nowe narzędzie, które umożliwi zawiadomienie wobec osoby, która korzystała z anonimowego konta. Wówczas pomawianie w sieci nie będzie bezkarne.

Jakie trendy dotyczące ochrony wolności słowa zauważa Pan jako europoseł na forum UE? Jakie pomysły na przeciwdziałanie cenzurze w Internecie mają unijni urzędnicy?

To znaczy, z jednej strony, jest tutaj wiele pozytywnych przykładów podejmowania próby kompleksowego uregulowania tego, co w Internecie można, a czego nie wolno. Dzieje się to w myśl zasady: „to, co jest nielegalne off-line, musi być także nielegalne on-line”. I to jest dobre. Z drugiej zaś strony, widać tendencje, które znamy z wielu państw Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych, czyli włączanie pod „mowę nienawiści” wszystkich poglądów, które nie są lewicowe, a co za tym idzie blokowanie ich i karanie. To jest niebezpieczne. Dlatego naszym zadaniem w Parlamencie Europejskim jest wyważenie tych dwóch zjawisk w sieci. Po pierwsze, trzeba stworzyć dobrą regulację dla Internetu, która w tej chwili jest bardzo potrzebna. Nie może być tak, że największe firmy, których nikt nie wybiera, mają władzę większą niż wiele państw i są w stanie ograniczać podstawowe wolności, nie podlegając przy tym żadnym regulacjom. To się musi zmienić. Chodzi o obronę prawdziwej wolności słowa, żeby pod pięknymi hasłami – jak to bywało w komunizmie – nie kryły się tendencje totalitarne.

Czy według Pana można poprzez regulacje ograniczyć władzę globalnych koncernów medialnych, ich nieuprawniony wpływ na politykę?

Jak najbardziej, nie tylko można, ale to trzeba zrobić. Stanie się to wtedy, gdy medialni giganci wprost zobaczą, że to jest teren Polski, a nie miejsce eksterytorialne w sieci, że to my w naszym kraju mamy prawo do samostanowienia „reguł gry”. Według sondaży rozwiązania zawarte w tej ustawie są popierane przez większość Polaków. To jest sygnał, że w Rzeczpospolitej będą rządzili Polacy, a nie „ludzie FB czy TT”. Na to nie będzie zgody. Takie regulacje dotyczące przestrzeni wirtualnej po prostu trzeba wprowadzić.

2021-04-06T14:32:02+02:00